2–3 minut

Łajno w szachulcu

Zaskakująca inżynieria naszych przodków

Z naszej dzisiejszej, przesiąkniętej dążeniem do sterylności perspektywy, dodawanie odchodów zwierzęcych do materiałów budowlanych może wydawać się kuriozalne lub wręcz obrzydliwe. Jednak w przeszłości łajno, gnój koński czy gnojówka stanowiły niezwykle cenne i powszechnie stosowane domieszki uszlachetniające dla zapraw glinianych. Materiały z tak ulepszonej gliny idealnie nadawały się do wznoszenia ścian w tradycyjnym budownictwie ludowym (tzw. ścian strychulcowych i mazankowych), które są blisko spokrewnione z konstrukcjami szachulcowymi, w których glina wypełniała drewniany szkielet.

Rola łajna w zaprawie glinianej

Dawni rzemieślnicy i chłopi wznoszący swoje domostwa doskonale znali właściwości fizykochemiczne używanych materiałów, choć opisywali je innym językiem. Łajno i gnojówka działały jak naturalne spoiwo, które znacząco poprawiało plastyczność i urabialność mokrej zaprawy, a po wyschnięciu gwarantowało jej wysoką trwałość. Chroniły one także surową glinę przed wypłukiwaniem przez deszcz i niszczącym wpływem złych warunków atmosferycznych.

Ciekawostka: Recepta na „wieczyste budowle” według Franciszka Rauscha

Znakomitym podsumowaniem wiedzy o zaletach odchodów zwierzęcych w budownictwie są zapiski osiemnastowiecznego architekta Franciszka Rauscha, który z wielkim podziwem pisał o przemyślności dawnych budowniczych. Zauważył on intrygującą zależność technologiczną: podczas gdy wysoka temperatura (ogień) w procesie wypalania „klej odbiera glinie”, to właśnie dodawanie nietypowych domieszek organicznych sprawia, że nabiera ona idealnych parametrów budowlanych. Rausch wyliczał, że to „gnój koński, sadza, dym, kleje drzewne, mleko, krew, olej, tłustość – dają jej tęgość i lepkość”. Tę naturalną strukturę dodatkowo umacniano, wkomponowując w zaprawę plewy, zwierzęcą sierść lub tartą cegłę. Według architekta to właśnie dzięki stosowaniu „wód gnojowych” (gnojówki), gotowanego kleju z bydlęcych skór oraz żywic z różnych drzew, nasi przodkowie potrafili wznosić „wieczyste budowle” suszone wyłącznie na słońcu.

Składniki i proporcje – dawny przepis na trwałość

Do wypełnień ściennych używano m.in. tzw. cegły egipskiej lub lempacza – specjalnych form z surowej, niewypalanej gliny zmieszanej z odpowiednimi dodatkami. Oprócz samej gliny i piasku kluczowe były w nich domieszki włókniste (jak słoma, paździerze czy plewy), które działały niczym naturalne zbrojenie, zapobiegając pękaniu materiału podczas suszenia.

Warto jednak zaznaczyć, że ilość dodatków włóknistych niejednokrotnie celowo zmniejszano na rzecz końskiego nawozu, który w niektórych recepturach (na przykład we wspomnianym lempaczu) mógł stanowić aż 30% objętości całej masy. Tak bogata w ekskrementy mieszanka była szeroko wykorzystywana nie tylko do formowania surówek ceglanych, ale również w pracach tynkarskich i przy tworzeniu polep.

Współczesny powrót do natury

Choć dzisiejszy, wysoko uprzemysłowiony rynek budowlany wyparł tego typu organiczne domieszki jako niehigieniczne i kłopotliwe w masowym użyciu, zapomniana wiedza o glinianych zaprawach ulepszanych łajnem powoli wraca do łask.

Obecnie można zaobserwować rosnące zainteresowanie naturalnymi tynkami i budulcem ziemnym w niszowych środowiskach pasjonatów budownictwa ekologicznego i architektury typu low-tech. Powrót do naturalnych wyrobów, w tym również tych bazujących na glinie zaprawianej ekskrementami, dowodzi, jak wielki i wciąż użyteczny potencjał kryje się w najprostszych materiałach dostępnych w naszym otoczeniu.